Powodzie pustoszą Holandię

Podatność Holandii na groźne powodzie była znana od zarania historii tego kraju, jednak w trzynastym stuleciu stało się oczywiste, że dla ochrony przed falami nisko położonych nadmorskich miast niezbędne są tamy. W roku 1277 straszliwy sztorm zatopił tereny leżące nad Zuider Zee, pogrążając w odmętach miasta i sprawiając, że nieprzyjacielskie wojska mogły je zdobywać z użyciem floty. W roku 1421 kolejna wielka powódź zdziesiątkowała te obszary, kiedy zapory w pobliżu miasta Dort zostały niespodziewanie przerwane. W wyniku tej katastrofy woda zalała siedemdziesiąt dwie wioski, zabierając ponad sto tysięcy ludzkich istnień i zupełnie odcinając od stałego lądu miasto Dordrecht. W latach 1530 i 1570 przez Holandię przetoczyły się gwałtownie dwie kolejne niszczycielskie powodzie, znów z powodu nagłego przerwania tam. W obu wypadkach szalejący żywioł gnany był huraganowymi wiatrami: w 1530 roku zabijając czterysta tysięcy ludzi, a w 1570 – kolejne pięćdziesiąt tysięcy. Czegóż się należało spodziewać w kraju, którego dwie piąte powierzchni leży poniżej poziomu morza, a reszta zaledwie dziewięćdziesiąt metrów nad lustrem wody?

error: Content is protected !!