Praca do kitu harper

Z dogodnego punktu na wzgórzu z widokiem na Równinę Maratońską dziesięciu ateńskich dowódców obserwowało potężną armię Persów, zagrażającą odległym o około czterdzieści kilometrów Atenom. Na równinie w luźnym szyku stało sto tysięcy perskich żołnierzy – niedaleko od linii brzegowej, gdzie cumowało sześćset galer, z których najeźdźcy zeszli na grecką ziemię. Sława Persów jako niezwyciężonych w walce nie pozwalała Grekom namyślać się zbyt długo. Dziesięciokrotna liczebna przewaga Persów przekonałaby każdego rozsądnego wojskowego taktyka, że należy się wycofać i podjąć walkę innego dnia. Persowie dokonali tego najazdu kierowani zemstą za spalenie przez Ateńczyków przed dziewięciu laty jednego z perskich miast.
Około tysiąca Platejczyków dołączyło do dziesięciu tysięcy Ateń- czyków, którzy teraz zajmowali silne pozycje obronne na wzgórzach dzielących siły perskie od Aten. Również Sparta przyrzekła militarną pomoc w walce z najeźdźcą, ale jej religia pozwalała spartańskim wojskom na odbywanie przemarszów wyłącznie przy pełni księżyca. Tak więc jedenaście tysięcy Greków stanęło przed straszliwym wyborem sposobu obrony ojczyzny – czy zaatakować przygniatające swą przewagą siły perskie, czy też pozostać na zajmowanych pozycjach obronnych.

error: Content is protected !!