Tragiczna śmierć Sokratesa

Sokrates, jeden z trzech najwybitniejszych filozofów starożytnej Grecji, którego nauka legła u podstaw kultury Zachodu, został w 399 roku skazany na karę śmierci za „demoralizowanie młodzieży” i „bezbożność”. Wielkość Sokratesa sprawiła, że żałosne okoliczności jego śmierci nabrały szczególnie tragicznego wymiaru. Jego skazanie było głównie wynikiem politycznej niestabilności Aten po wojnie peloponeskiej. Co więcej Sokrates, po postawieniu mu zarzutów, odniósł się do oskarżenia z pogardą i odrzucił możliwość ubiegania się o karę banicji zamiast egzekucji. Niestety sąd orzekł po jego myśli i Sokrates został skazany na śmierć przez wypicie cykuty. W dniu wyznaczonym na śmierć, a było to wiosną lub latem, do więzienia przybyli przyjaciele Sokratesa akurat w chwili, gdy strażnicy uwalniali go od łańcuchów. Jak szczególne jest to coś, co nazywamy przyjemnością, i jak zadziwiająco bliskie bólu – zadumał się filozof, gdy zdejmowano mu z nóg kajdany, które nosił od miesiąca. Sokrates, który nauczał, że śmierć jest tylko wyzwoleniem duszy z okowów ciała, ze spokojem patrzył na swoje własne odejście. Powiedział przyjaciołom, że dusza przyozdobiona własnymi klejnotami, którymi są wstrzemięźliwość, sprawiedliwość, odwaga, szlachetność i prawda… jest gotowa wyruszyć w podróż do podziemnego świata. W odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób pragnie być pogrzebany, filozof uśmiechnął się ironicznie. Kiedy wypiję swoją truciznę, opuszczę was i będę dzielił szczęście błogosławionych – odpowiedział. – Nie traćcie otuchy powiedzcie sobie, że grzebiecie tylko moje ciało; róbcie więc z nim to, co każe obyczaj i co sami uważacie za najlepsze.

Trzęsienie ziemi chwieje Grecją

W chwilę po tym, jak dwadzieścia pięć dziewcząt w greckim Alponusie wbiegło na wyścigi na szczyt latarni morskiej, aby oglądać sobie z góry uroczystości związane ze świętem wakacji
potężne trzęsienie ziemi targnęło wschodnią Grecją, rzucając do morza wieżę wraz z dziewczętami.
Śmiercionośny wstrząs zwalał domy do fundamentów, palił wprawiał w drżenie ziemię na bardzo rozległym obszarze. Wiele miast i wsi zostało całkowicie zniszczonych, a rzeki zmieniły swój bieg lub doszczętnie wyschły. Półwysep Eubeja, oddzielony od Beocji rzeką, został przez potężny wstrząs gwałtownie przesunięty w kierunku wschodnim. W ciągu kilku minut Eubeja stała się wyspą, a niewielka rzeka przekształciła się w cieśninę Euripus. Tysiące ludzi zginęło w tym niszczycielskim wstrząsie, a tysiące innych pozostało bez dachu nad głową. Przy całej tej tragedii ci, których zaraza jeszcze nie dotknęła, postanowili spędzić swe ostatnie dni na dzikich hulankach. Niestraszna im była kara ani ze strony bogów, ani z mocy prawa. Bogowie wszak najwyraźniej ich opuścili, a prawa nie bał się nikt, ponieważ nikt się nie spodziewał, że dożyje chwili postawienia go przed sądem, jak pisał Tucydydes. W końcu, po dwóch długich latach, zaraza cofnęła się na rok, by zaatakować ponownie w roku 427. Do chwili jej wygaśnięcia pod koniec tego roku epidemia zabiła jedną trzecią stutysięcznej ludności Aten. Wśród wielu ofiar znalazł się wielki ateński wódz Perykles.

 

Choroba przyczyną śmierci

Śmierć następowała po siedmiu-dziesięciu dniach choroby, podczas których ofiara cierpiała straszliwe męki. Wraz z początkiem choroby człowieka ogarniała tak bezbrzeżna rozpacz, że tracił jakąkolwiek chęć wyzdrowienia. Następnie pojawiała się paląca gorączka. Chorzy często nie byli w stanie nosić jakiegokolwiek ubrania i rzucali się do fontann w męce pragnienia, którego nic nie było w stanie ugasić, gdyż pozostawało niezmienne bez względu na to, jak dużo pili wody. Kiedy choroba docierała do płuc, zaczynał nimi miotać gwałtowny kaszel i niekontrolowane nudności. Ich ciała pokrywały się wrzodami. Zaraza pustoszyła miasto przez dwa lata, nie ustając długo jeszcze po wycofaniu się spartańskich wojsk. Tucydydes opisywał ciała leżące jedne na drugich w śmiertelnej agonii i na wpół żywe stwory kręcące się po ulicach i wokół fontann, miotane swym pragnieniem wody. Nawet drapieżne ptactwo nie zbliżało się do trupów; podobno nieliczne psy, które żywiły się zwłokami, padły niemal natychmiast. W całym mieście płonęły stosy do palenia trupów; gnani pośpiechem, żeby pozbyć się zainfekowanych zwłok, niektórzy ludzie podrzucali ciała na stosy innych rodzin uciekali w panice.

Tysiące ofiar zarazy w Atenach

Greckie miasto-państwo Ateny miało za sobą długi okres pomyślnego rozwoju, kiedy w roku 431 wybuchła wojna z jego odwiecznym rywalem Spartą. Ateńczycy, którymi wówczas władał wielki wódz Perykles, postanowili uniknąć starcia z przeważającymi siłami Spartan i wycofać się za potężne mury obronne miasta, z jednoczesnym użyciem swej silnej floty wojennej, która otrzymała rozkaz angażowania się w lądowe wypady. Kiedy jednak z chwilą pojawienia się pierwszych Spartan do miasta napłynęła fala uchodźców, ludność Aten padła ofiarą nieoczekiwanego wroga we własnych murach – plagi pomoru. Był to prawdopodobnie wysypkowy dur brzuszny, przywleczony przez jakiegoś zarażonego przybysza z północnej Afryki. Rozprzestrzenianiu się zarazy sprzyjało przeludnienie i fatalne warunki sanitarne. Według relacji historyka Tucydydesa – który sam ocalał z zarazy – choroba zaczynała się od gwałtownych uderzeń gorąca do głowy, zaczerwienienia i zapalenia oczu; a organy wewnętrzne, i gardło, i język, natychmiast przybierały krwawe zabarwienie, powodując nienaturalny, cuchnący oddech. Zaraza przenikała nieubłaganie cały organizm, torując sobie drogę poprzez płuca, by się ostatecznie umiejscowić w żołądku.

Trzęsienie ziemi w Sparcie

Greckie miasto-państwo Sparta, słynne ze swej starej tradycji kultywującej surową militarną dyscyplinę, dotknął pewnego dnia 464 roku w godzinach południowych niszczący wstrząs, który unicestwił je do samych podstaw. Kiedy nastąpiły pierwsze wstrząsy, młodzież wywodząca się ze spartańskiej arystokracji odbywała swoje regularne zajęcia w sali gimnastycznej, która zawaliła się na ćwiczących. Wszędzie zapadały się domy, grzebiąc pod ciężkimi kamiennymi blokami mężczyzn, kobiety i dzieci. W ziemi otwierały się szczeliny, a z otaczających Spartę wzgórz na miasto staczały się głazy. Podobno kiedy wstrząsy wreszcie ustąpiły, w stanie nienaruszonym pozostało tylko pięć domów, a życie straciło aż dwadzieścia tysięcy ludzi. Tymczasem spartańscy niewolnicy, korzystając z okazji, wszczęli bunt i w całym tym zamieszaniu opanowali miasto. Jednak władze odpowiedziały apelem do mieszkańców, by chwycili za broń, Spartanie zaś, wierni swemu wojskowemu dry- lowi, podporządkowali się wezwaniu. Szybkie sformowanie armii zmusiło buntowników do wycofania się z miasta na prowincję, gdzie aż do roku 461 udawało im się uniknąć pojmania.

Opinia na ten temat podzieliła ateńskich dowódców na dwie równe grupy

Jedna z nich uznała, że atak jest samobójczym szaleństwem. Rozstrzygający głos przypadł w udziale głównodowodzącemu – Kallimachowi. Wódz naczelny Milicjades zwrócił się do niego tymi słowami: – Teraz to od ciebie zależy, czy Ateny popadną w niewolę, czy też dzięki zwycięstwu pozostaną wolne, a ty okryjesz się nieśmiertelną sławą. – Kallimach opowiedział się za atakiem. Następnie nadeszła wiadomość, że- niezwykle groźna perska jazda opuściła równinę, sprawiając, że główne siły pozostały bez osłony w wypadku ofensywy nieprzyjaciela. O świcie 21 września dziesięć tysięcy pieszych Greków runęło z góry na Persów, którzy patrzyli na to, nie wierząc własnym oczom. Historyk Herodot napisał, że Persowie uznali ich za bandę szaleńców pędzących ku pewnej zgubie. Nazwał Ateńczyków pierwszymi Grekami, o których usłyszałem, że bez lęku patrzyli na umundurowanie i oręż Medów, gdyż do tej chwili już sama nazwa „Medowie” wzbudzała wśród nich przerażenie. Ateńczycy wykorzystali okazję do ataku, a ich napierśniki z brązu okazały się ostatecznie o wiele lepszą osłoną niż perskie zbroje. Jednak Persowie nie mogli wiedzieć o tym, że Ateńczycy celowo silniej obsadzili skrzydła swej linii ataku. Główne siły Persów opierały się więc słabszemu centrum Ateńczyków, podczas gdy skrzydła najeźdźców załamały się pod szaleńczym naporem walczących wręcz Greków. Nagle Persowie zorientowali się, że są otoczeni przez słabsze greckie siły i że jedynym dla nich wyjściem z opresji jest ucieczka na statki. Ateńczycy zwiększyli napór, wycinając w pień rozproszonych Persów i atakując galery, które gotowały się do ucieczki. Mimo że głównodowodzący greckim wojskiem Kallimach poległ w walce, Ateńczycy zadali przeważającym siłom perskim druzgocący cios. Równina Maratońska usłana była trupami 6400 Persów, podczas gdy straty Greków wyniosły zaledwie 192 zabitych.

Bitwa pod Maratonem

Z dogodnego punktu na wzgórzu z widokiem na Równinę Maratońską dziesięciu ateńskich dowódców obserwowało potężną armię Persów, zagrażającą odległym o około czterdzieści kilometrów Atenom. Na równinie w luźnym szyku stało sto tysięcy perskich żołnierzy – niedaleko od linii brzegowej, gdzie cumowało sześćset galer, z których najeźdźcy zeszli na grecką ziemię. Sława Persów jako niezwyciężonych w walce nie pozwalała Grekom namyślać się zbyt długo. Dziesięciokrotna liczebna przewaga Persów przekonałaby każdego rozsądnego wojskowego taktyka, że należy się wycofać i podjąć walkę innego dnia. Persowie dokonali tego najazdu kierowani zemstą za spalenie przez Ateńczyków przed dziewięciu laty jednego z perskich miast.
Około tysiąca Platejczyków dołączyło do dziesięciu tysięcy Ateń- czyków, którzy teraz zajmowali silne pozycje obronne na wzgórzach dzielących siły perskie od Aten. Również Sparta przyrzekła militarną pomoc w walce z najeźdźcą, ale jej religia pozwalała spartańskim wojskom na odbywanie przemarszów wyłącznie przy pełni księżyca. Tak więc jedenaście tysięcy Greków stanęło przed straszliwym wyborem sposobu obrony ojczyzny – czy zaatakować przygniatające swą przewagą siły perskie, czy też pozostać na zajmowanych pozycjach obronnych.

Zdobycie Jerozolimy przez Babilończyków

Wcześniej przeciw władzy babilońskiej zbuntowało się królestwo Judy, choć jak na ironię rewolcie przewodził Sedecjasz, stryj babilońskiego króla Nabuchodonozora II. Judejska Jerozolima przez szesnaście miesięcy odpierała oblężenie wojsk dowodzonych przez Nabuchodonozora II, jednak stopniowo głód i zaraza zaczęły nękać buntowników w obrębie murów. 9 lipca Babilończycy dokonali wreszcie wyłomu w murach i przypuścili szturm na miasto. Sedecjasz wraz ze swym wojskiem zdołał się wymknąć, ale wkrótce został pojmany i przywiedziony przed oblicze Nabuchodonozora. Wszyscy żołnierze wraz z osiemdziesięcioma mieszkańcami Jerozolimy zostali straceni na oczach mściwego władcy. Sedecjasza zaś czekał znacznie cięższy los. Kazano mu mianowicie oglądać śmierć własnych synów, a następnie wyłupiono mu oczy. Pozostałą ludność Jerozolimy w liczbie około czterech i pół tysiąca Żydów przesiedlono przemocą do Babilonu. Żołnierze złupili i zburzyli miasto, znosząc otaczające je obwarowania i podpalając świątynię, pałace i budynki publiczne. Podobnie jak nieco wcześniej w Niniwie, armia raz jeszcze zademonstrowała swą niczym nie pohamowaną siłę zniszczenia.

Straszliwa cena nieposłuszeństwa

Kiedy medyjskiemu władcy Astiagesowi przyśniło się, że jego wnuk pewnego dnia odbierze mu tron, wydał swemu słudze Harpagusowi rozkaz zabicia chłopca. (Jak widać, Astiagesowi nieco zbywało na pewności siebie.) Zdjęty jednak litością Harpagus oddał chłopca pasterzowi, którego syn właśnie zmarł, a królowi pokazał zwłoki tamtego dziecka, żeby udowodnić, że wypełnił rozkaz władcy . Kiedy jednak chłopiec skończył dziesięć lat, ujrzano go, jak podczas zabawy z innymi dziećmi odgrywał rolę króla. Zwróciło to uwagę służby, która postawiła go przed obliczem dziadka, a ten natychmiast rozpoznał w nim swego wnuka. Zaprawiony w szybkim orzekaniu winy król ukarał Harpagusa w najbardziej przerażający sposób. Zaprosił swego sługę do pałacu na obiad, zabiwszy jednocześnie w tajemnicy jego trzynastoletniego syna, którego zwłoki kazał ugotować. Król podał Harpagusowi na obiad jego własnego syna. Po zakończonym posiłku król pokazał gościowi wiadro z obciętymi rękami, stopami i głową chłopca. Łatwo sobie wyobrazić wstrząs, przerażenie i gniew, jakie w słudze musiał wywołać ten widok. Astiages wymagał jednak od swych poddanych tak absolutnego posłuszeństwa, że Harpagus jedynie się skłonił, wyrażając aprobatę dla każdego królewskiego uczynku. Astiages mógłby udzielać wodzowi Hunów Attyli lekcji zarządzania przez zniechęcanie.

Zburzenie Niniwy

Stolica starożytnej Asyrii, Niniwa, obwarowana była potężnymi murami o grubości, jak wieść niesie, około dwudziestu metrów, a wysokości ponad trzydziestu. Z tej imponującej fortecy asyryjscy królowie rządzili swym wspaniałym imperium – aż do panowania Sardanapałusa. W tym czasie sprzymierzeni ze sobą Babilończycy, Medowie i Chaldejczycy wzniecili bunt przeciw Sardanapalusowi, dążąc do położenia kresu asyryjskiemu panowaniu. Przez dwa lata toczyły wojnę z Asyryjczykami zbuntowane siły, jednak nie były w stanie sforsować murów Niniwy. Sardanapalus czuł się bezpieczny, gdyż wyrocznia głosiła, że Niniwa padnie dopiero wówczas, gdy przeciwko niej zwróci się rzeka Tygrys. I pech chciał, że jego wody wezbrały, wyrywając z obwarowań Niniwy fragment murów. Buntownicy runęli w ten wyłom, a zrozpaczony Sardanapalus dokonał w swym pałacu samospalenia na ogromnym stosie. Nie wiadomo, jaki los spotkał wyrocznię.
Zwycięskie armie splądrowały i złupiły Niniwę, a następnie powodowane nienawiścią do asyryjskich rządów systematycznie burzyły i paliły miasto, nie szczędząc jego wspaniałych świątyń, pałaców i domow. Sympatyczny przykład wojennych spustoszeń.

error: Content is protected !!